Kontrolowana zadyma na stadionie

marc
2009-10-20, ostatnia aktualizacja 2009-10-20 19:33

Dwóch rannych policjantów, płonący samochód, strzelanina i czarnoskóry piłkarz uciekający przed kibolami to bilans wtorkowej zadymy na kieleckim stadionie przy ul. Ściegiennego. Największych w tym roku policyjnych manewrów.


Fot. Wojtek Habdas / AG
W ćwiczeniach "Stadion 2009" wzięło udział 350 policjantów i pozorantów. - Organizujemy je systematycznie. To konieczne, żeby zgrać działanie nawet w najbardziej ekstremalnych sytuacjach - mówi Zbigniew Pedrycz, rzecznik prasowy świętokrzyskiej policji.

Stróże prawa mieli wczoraj sporo pracy. Najpierw, zgodnie ze scenariuszem, musieli uspokoić kibiców awanturujących się przy wejściu na sektor gości. Konieczne było nawet użycie policyjnej armatki wodnej i interwencja straży pożarnej, która gasiła podpalony podczas zamieszek samochód. Kibice gości nie uspokoili się jednak i dymili też w swoim sektorze, m.in. próbowali zniszczyć ochronną klatkę. Pomogła dopiero kolejna interwencja oddziałów policji.

Ale i kibice gospodarzy nie byli spokojni. Najpierw posypały się obelgi, a potem race. Gdy rozróba rozpętała się na całego, policjanci znów interweniowali. Najpierw strzelali z broni gładkolufowej, a potem wypchnęli kibiców poza koronę stadionu. Tam nieoczekiwanie pojawił się czarnoskóry piłkarz, którego tłum zaczął gonić. Policjanci otoczyli kibiców i odizolowali w okolicach boiska treningowego.

Rzecznik policji zaprzecza, że ćwiczenia to przygotowania do zaplanowanego na 30 października meczu piłkarskiej ekstraklasy Korony z Wisłą Kraków. - Nie wiadomo, czy krakowscy kibice w ogóle będą na stadionie. Ale w razie potrzeby mechanizm działania będzie podobny - mówi Pedrycz.

Źródło: Gazeta Wyborcza Kielce

Policyjni na Facebooku