Urzędnik zabił dwie kobiety, które kochał?

Marcin Pietraszewski
2009-10-05, ostatnia aktualizacja 2009-10-05 07:47

38-letni pracownik magistratu w Świętochłowicach został oskarżony o zamordowanie byłej żony, której ciała do tej pory nie odnaleziono. Prokuratura twierdzi, że przed laty zabił także ciężarną narzeczoną. Razem z mężczyzną na ławie oskarżonych zasiądzie jego konkubina.

- To jedno z najbardziej mrocznych i skomplikowanych śledztw, jakie prowadziliśmy - przyznają oficerowie Komendy Wojewódzkiej w Katowicach. Pasjonująco zapowiada się też sam proces, bo do dzisiaj nie udało się znaleźć najważniejszego dowodu: ciała jednej z ofiar. - W kilku podobnych poszlakowych procesach zapadały jednak wyroki skazujące - podkreślają policjanci.

21 listopada 2007 r. Oficer dyżurny komendy w Chorzowie otrzymuje informację o zaginięciu Alicji C. Nie wróciła do domu, nie odbiera komórki. Jej rodzice są zaniepokojeni, bo córka za dwa dni ma wyjechać do Australii. Policjanci zaczynają rutynowe poszukiwania. Są zaskoczeni, bo dobę po zgłoszeniu zaginięcia, ktoś robi w bankomacie pięć wypłat z konta Alicji. To sygnał, że może kobieta żyje. Ten trop okazuje się martwy, bo bankomat nie ma kamery. Nie wiadomo, kto wypłacił pieniądze.

Policja odwiedza 38-letniego Adama Ł., pracującego w Urzędzie Miasta w Świętochłowicach byłego męża kobiety. Podczas rewizji śledczy znajdują w jego portfelu potwierdzenie wypłaty na 1000 zł z konta byłej żony. - Mężczyzna wyrwał go policjantom, zamknął się w łazience i zjadł - mówi prokurator Marta Zawada-Dybek, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

Policyjni technicy sprawdzają samochód Adama Ł. Są zszokowani, bo jest tak wysprzątany, że w środku nie ma najmniejszego nawet odcisku palca. A w bagażniku brakuje wykładziny przykrywającej koło zapasowe. - Kazałem ją wyrzucić przyjaciółce, bo była ubrudzona rybami - twierdzi Adam Ł. Jego wersję potwierdza konkubina, psycholog z ośrodka interwencji kryzysowej. Mężczyzna trafia jednak do aresztu.

Ale śledczy są w kropce, bo nie ma ciała Alicji, nie ma też dowodu, że to były mąż po jej zaginięciu wypłacał pieniądze. Nieoczekiwanie z pomocą przychodzi im... Adam Ł. W areszcie prosi przygotowującego się do wyjścia na wolność więźnia, aby ten mu pomógł. Zdradza, że kartę bankomatową żony wraz z pieniędzmi ukrył między rurami w piwnicy swojego bloku. Zdradza współwięźniowi PIN i prosi, aby ten po wyjściu zrobił kilka wypłat. To ma dowieść, że Alicja jednak żyje. Kompan z celi zamiast do piwnicy idzie na policję. Śledczy znajdują kartę i pieniądze. - Na woreczku, w które były zapakowane, są ślady DNA Adama Ł. - mówi prokurator Zawada-Dybek.

Były mąż Alicji nie przyznaje się jednak do winy. Zapewnia, że nie wie, co się stało z jego byłą żoną. Twierdzi, że o jej zaginięciu dowiedział się późnym wieczorem, po telefonie sąsiadki. Informatycy ustalają jednak, że kilkadziesiąt minut przed tą rozmową logował się na stronie komendy głównej i otworzył plik z procedurami, jakie policja stosuje po zgłoszeniu zaginięcia. Dodatkowo tuż przed zaginięciem byłej żony komórka Adama Ł. logowała się w tych samych miejscach, co komórka Alicji.

Przełom następuje parę miesięcy temu, kiedy konkubina Adama Ł. dostaje anonim. "Jeżeli nie chcesz podzielić losu Ali, to w sprawie Adama morda w kubeł. Inaczej Cię znajdziemy" - czyta na kartce. Wystraszona kobieta zgłasza się na policję i zeznaje, że Adam przyznał się jej do zabójstwa byłej żony. Miał ją zapewniać, że ciała nikt nigdy nie odnajdzie.

Katowicka prokuratura oskarżyła teraz Adama Ł. o zabójstwo Alicji. Grozi mu dożywocie. Dlaczego miał ją zabić? Na dwa dni przed zaginięciem kobieta złożyła w sądzie wniosek o podział majątku (chodziło głównie o mieszkanie) i wkład byłego męża wyceniła na 7 tys. zł. Konkubina Adama Ł. odpowie przed sądem za utrudnianie śledztwa.

Kilka dni temu mężczyźnie przedstawiono zarzut kolejnego zabójstwa. Według prokuratury w 1991 r. zamordował swoją ówczesną narzeczoną. Jej ciało znaleziono w studzience kanalizacyjnej, była w ciąży.

Czytaj: Nastolatki zamordowały mężczyznę jak w "Nagim instynkcie"



Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice
  • Urzędnik zabił dwie kobiety, które kochał? indianerjoe 05.10.09, 01:20

    Świętochłowice ostatnio słyną z fantastycznych wiadomości! Pierwsze to żenujące wypowiedzi jednego z radnych... teraz mieszkaniec pracujacy w urzedzie takimi sprawami się zajmuje... Do tego »

  • co ma do tego, że to urzędnik?? polsz 05.10.09, 09:00

    Na ogół nie widzę by w informacjach podawano zawód oskarżonego. Bo w sumie cowspólnego z tym, że to psychopatyczny morderca ma to, że pracuje jakourzędnik?? Gdyby był dziennikarzem też »

  • Re: Urzędnik zabił dwie kobiety, które kochał? von_hugoberg 05.10.09, 13:44

    To miasto po prostu umiera... To widać.Ma wyjątkowego pecha do urzędasów - obecny prezydent tp narcyz który najlepiejczułby się w gabinecie luster. Poprzedni to "politycy z zawodu" którzy »

Policyjni na Facebooku