- Jeżeli zarzut się potwierdzi, mamy do czynienia z największą aferą w historii naszej policji - mówi Józef Kogut, były wieloletni komendant miejski w Chorzowie, a obecnie prezes Śląskiego Stowarzyszenia Pomocy Ofiarom Przestępstw.
Oficerowie Biura Spraw Wewnętrznych (policja w policji) oraz prokuratorzy są pewni swoich ustaleń. Zarzutami objęto już 17 policjantów oraz kilku cywilnych pracowników komendy. To magazynierzy, funkcjonariusze Wydziału Zaopatrzenia, antyterroryści oraz członkowie komisji zajmującej się wycofywaniem policyjnej broni ze służby.
- Są podejrzani m.in. o kradzieże, handel bronią, amunicją, kamizelkami kuloodpornymi, korupcję, paserstwo, poświadczenie nieprawdy w dokumentach oraz nielegalne posiadanie broni - wylicza prokurator Marta Zawada-Dybek, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Na Śląsku jeszcze nigdy nie było sprawy, w którą zamieszanych byłoby aż tylu stróżów prawa.
Według naszych informacji, sprawa wyszła na jaw po zatrzymaniu skorumpowanych policjantów z Bierunia, którzy byli zaangażowani w działalność gangu wyłudzającego ubezpieczenia na podstawie fikcyjnych kolizji. Podczas przesłuchania opowiedzieli oficerom BSW, że ich koledzy z magazynu komendy wojewódzkiej handlują bronią i amunicją.
- To był kamień, który ruszył śledczą lawinę - mówi nasz informator.
Na pierwszy ogień poszli magazynierzy z policyjnych magazynów przy ul. Koszarowej w Katowicach. Oprócz broni i amunicji składowany jest tam cały sprzęt potrzebny funkcjonariuszom do służby. Początkowo sądzono, że za alkohol lub drobne kwoty sprzedawali oni tylko pałki, krótkofalówki i policyjne mundury. Kupowali je głównie policjanci, którzy swój sprzęt zgubili lub zniszczyli i bali się postępowań dyscyplinarnych. Potem okazało się jednak, że w latach 2004-2007 z magazynów wynoszono też pistolety, karabiny, amunicję, kamizelki kuloodporne, a nawet siatki maskujące. Kradziony sprzęt złodzieje magazynowali w skrytce w lesie.
- Odzyskaliśmy ponad sto sztuk skradzionej broni krótkiej i długiej oraz 25 tysięcy sztuk amunicji - potwierdza prokurator Zawada-Dybek. Przyznaje jednak, że nikt nie jest w stanie teraz ustalić, ile sztuk broni naprawdę udało się ukraść policjantom. - Bo ewidencja magazynu była prowadzona tak, aby się wszystko zgadzało w dokumentach - wyjaśnia rzecznik prokuratury.
Jak to możliwe? Z naszych informacji wynika, że w aferę są zamieszani także członkowie policyjnej komisji, która zajmowała się wycofywaniem zużytej broni ze służby (np. przez kilka ostatnich lat policja wymieniała przestarzałe, sześciostrzałowe pistolety P-64 na nowoczesne Walthery i Glocki). Sporządzali oni protokoły, z których wynikało, że stare pistolety zostały zniszczone. Tak naprawdę wywożono je z magazynu i sprzedawano. Prokuratura nie ujawnia, kto je kupował.
- Pistolet, stary czy nowy, zabija tak samo. Trzeba mieć nadzieję, że nikt nigdy nie zginie z kradzionej policyjnej broni - mówi prezes Kogut.
Prokuratura zleciła badania balistyczne znalezionego w lesie arsenału. - Na razie nie mamy jednak informacji, że przy użyciu odzyskanych pistoletów popełniono jakieś przestępstwo - mówi prok. Zawada-Dybek.
Reakcja szefów śląskiego garnizonu na ustalenia BSW była błyskawiczna. Ośmiu najbardziej zamieszanych w aferę funkcjonariuszy zostało już zwolnionych ze służby, dziewięciu przesunięto do innych zadań. Dodatkowo w styczniu w magazynie komendy zakończono inwentaryzację i zwolniono całą jego dotychczasową obsługę. Nowi pracownicy musieli przejść obowiązkowe szkolenie rusznikarskie i magazynierskie. - Podpisali też umowy o wspólnej odpowiedzialności majątkowej za powierzony im sprzęt - mówi podinspektor Andrzej Gąska, rzecznik prasowy śląskiej policji. Oprócz tego, w magazynie wprowadzono również komputerowy program ewidencji. Każda próba zmian zapisanych w nim danych zostawi ślad w systemie.
Roman Wierzbicki, szef zarządu wojewódzkiego NSZZ Policjantów ma jednak nadzieję, że prokuratura ustali, dlaczego przełożeni podejrzanych policjantów przez tyle lat tolerowali ten proceder. - Zajmowanie stanowisk kierowniczych nie polega bowiem wyłącznie na braniu wyższych pensji, ale też odpowiedzialności za pracę swoich ludzi - podkreśla Wierzbicki.
Serwis kronika kryminalna poleca: Opowiesz o korupcji, załatwimy ci sprawę?