Awantura zaczęła się od hydrantów. Policjanci z Ośrodka Szkolenia Policji w Sieradzu zauważyli, że ich atesty skończyły się w 2007 roku. Do tego doszły informacje od kolegów strażaków, że nie ma wody pod ciśnieniem w hydrantach.
- Już w grudniu 2008 roku powiadomiliśmy szefostwo o problemie z hydrantami - mówią policjanci z Sieradza. - I cisza. Nic nie zrobiono. A przecież tu się szkoli blisko 200 przyszłych policjantów!
Pierwszy sygnał ostrzegawczy nadszedł w marcu. Spłonęła rozdzielnia prądu. Strażacy ugasili pożar, korzystając tylko ze swojego sprzętu. Komenda Wojewódzka Policji w Łodzi potwierdziła, że z hydrantami jest kłopot. - Zastrzeżenia budzi zbyt niskie ciśnienie wody - informuje młodszy inspektor Jadwiga Kosiak, zastępca komendanta wojewódzkiego ds. logistyki. - Instalacja doprowadzająca wodę powinna zostać wymieniona.
Zobacz: Pożar w koszarach, a wody brak Dzień po pożarze rozdzielni nadkomisarz Mariusz Cichosz, szef ośrodka, zapytał policjantów, jak się czują. Jeden powiedział, że boli go głowa.
- Jak cię za jaja wytarmoszę, to ci ból głowy przejdzie! - krzyknął do niego Cichosz. Słuchacze szkoły policyjnej byli zszokowani. Kilka dni później napisali skargę na szefa do Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. Pod pismem podpisali się kursanci z 2. plutonu. Wpis na forum: "To, co się dzieje w Sieradzu, to już wykracza poza ludzką wyobraźnię. W piątek był bunt II kompanii, która nie pobrała obiadu!!! Powiem tak, mamy dość kłótni, jakie się rozgrywają na górze!!! Żyjemy pod ciągłą presją. I to nie mój osobisty wymysł, skoro 85 osób nie idzie na obiad, bo ma dość tych przepychanek!!! Może ten post ktoś przeczyta z góry i wyciągnie wnioski".
Cichosz postanowił ratować twarz. Spotkał się z kursantami. - Jeśli kogoś uraziłem, obraziłem, to przepraszam. Może popełniłem błąd. Czuję się zażenowany, nie myślałem, że ktoś z was aż tak to odbierze. Czasem jestem niezrównoważony. Jeszcze raz przepraszam was - mówił do młodych policjantów, a oni to nagrywali na telefony.
Cichosz: - Pożar to była sytuacja stresowa zarówno dla mnie, jak i dla słuchaczy. Po ewakuacji obiektu wielokrotnie pytałem słuchaczy o ich stan zdrowia. Podczas zbiórki kompanii zareagowałem zbyt nerwowo, nie używałem jednak słów wulgarnych. Zdając sobie sprawę, iż moja reakcja była nieadekwatna do sytuacji, spotkałem się z plutonem i przeprosiłem ich za swoje zachowanie.
- Mamy jedno pragnienie. Niech na kontrolę przyjedzie do szkoły do Sieradza ktoś spoza Łodzi. Najlepiej z Warszawy. Ostatnio wywalono za wyniki czterech kursantów, w nocy nie ma oficerów do opieki nad nami, wszyscy piją. Tak nie może być - mówi jeden z przyszłych policjantów.