W lubuskich komendach jest tak biednie, że brakuje nawet zwykłych detergentów do mycia i sprzątania. O silnych środkach dezynfekujących można zapomnieć, choć są one niezbędne, by zabić wirusy, grzyby i zarazki, które przenoszą choroby zakaźne. Tymczasem lista chorób jest obszerna: począwszy od wszawicy, świerzbu, na żółtaczce, gruźlicy i wirusie HIV kończąc. - Nie mamy środków odkażających, więc sami kupujemy płyn do naczyń ludwik. Czasami kiedy wieziemy osobę, która choruje na chorobę zakaźną, prosimy pracowników szpitala, by pomogli nam zdezynfekować radiowóz - opowiadają policjanci.
Sprawdziliśmy, jak sytuacja wygląda w poszczególnych komendach naszego garnizonu. Mundurowi potwierdzają, że środki dezynfekujące do radiowozów to fikcja. W jednej z komend powiatowych około jedną butelką płynu do odkażania rąk o nazwie skinsept pur (pojemność 350 ml) dysponuje 50 policjantów. W zielonogórskim garnizonie policjanci wymieniają jeszcze jeden środek dostępny na składzie - espept (250 ml). Dwie małe butelki mają starczyć na ponad 20 osób, które na co dzień patrolują ulice, dowożą zatrzymanych. Środkami można zdezynfekować ręce, ale nie radiowóz. - Mała buteleczka nie starczy nawet na odkażenie jednego
auta - tłumaczą. I opowiadają, co codziennie muszą sprzątać: - Krew, wymiociny, mocz czy ślinę, bo zatrzymani często plują w radiowozie. Wozimy ćpunów, pijaków z marginesu, prostytutki zarażone wirusem HIV czy bezdomnych z żółtaczką i świerzbem. Oni nie mają obowiązku mówić nam, na co chorują, ale my mamy obowiązek po nich sprzątać. Pytanie tylko, jak zrobić to skutecznie, jeśli nigdy nie przechodziliśmy żadnych szkoleń, a magazyny świecą pustkami? Mamy potem przewozić takim
autem matkę z dzieckiem? - pytają.
Zdradzają, że mają kolegów, którzy zarazili się chorobami podczas służby - żółtaczką, świerzbem czy grzybicą. Żalą się, że komendy nie wyposażają ich nawet w tak podstawowe środki zabezpieczające przed zakażeniem jak jednorazowe rękawiczki. Tych jest jak na lekarstwo. Policjanci muszą się mocno zastanowić, czy ich użyć, czy lepiej zostawić na czarną godzinę. - Powinniśmy je mieć przy sobie przy zatrzymaniu każdego narkomana, bezdomnego czy prostytutki. Jednak gdybyśmy faktycznie tak je używali, po miesiącu wyczerpalibyśmy całoroczny zapas. Każdy z nas ma więc czarne skórzane rękawice. W domu przecieramy je spirytusem - opowiadają.
Konsultant przy Krajowym Instytucie ds. AIDS jest oburzony: - Wirus HIV może przeżyć poza organizmem człowieka nawet do siedmiu godzin. Choć ginie w gorącej wodzie, sprzątanie krwi powinno odbywać się w rękawiczkach. Tym bardziej że zakażony z osłabioną odpornością może chorować na inne choroby zakaźne, przenoszone przez śluz czy wydzieliny. Rękawiczki to najtańszy i najbardziej skuteczny środek zapobiegania zarażeniu. Powinny być dostępne bez żadnych ograniczeń. Bez nich sprząta tylko bezmyślna osoba!
Wojewódzka komenda przyznaje, że w ub.r. na cały garnizon wydano 292 sztuki opakowań rękawiczek jednorazowych (w każdym jest 100 par). W tym roku policjanci dostali 219 pudełek. W lubuskim garnizonie pracuje ok. 2,5 tys. policjantów. Z tego wynika, że każdy mógł średnio wykorzystać przez cały ub.r. 11 par jednorazowych rękawiczek, czyli mniej niż jedną na miesiąc.
Oficjalnie komenda podaje, że do odkażania pomieszczeń i radiowozów używany jest aerodesin 2000. To preparat do szybkiej dezynfekcji zwalczający bakterie, prątki, grzyby i wirusy. Nie podaje jednak, ile jego butelek przypada na podległe komendy, ani czy oprócz policjantów pracujących w izbach zatrzymań, dostają go inne piony. Tłumaczy, że "środki są kupowane na bieżąco, zgodnie z potrzebami i natychmiast przekazywane jednostkom do użycia". Policjanci kwitują to krótko: - Tak jest tylko na papierze.
Komenda przesłała także instrukcję, jak policjanci powinni odkażać pomieszczenia i sprzęty. Pokazujemy ją kilku szeregowym
policjantom, którzy pełnią patrole. Kręcą nosem. Pierwszy raz widzą dokument. A już na pewno nigdy nie odkażali radiowozu. - Nie mamy szkoleń. Nie mówi się o zagrożeniach z przewożenia zatrzymanych chorych. Jak ktoś przeczyta w encyklopedii zdrowia, to będzie wiedział - komentują.
Jerzy Olech, zastępca szefa policyjnego związku NSZZ przyznaje, że odebrał ostatnio takie same sygnały od policjantów. Jego zdaniem problem dotyczy wielu jednostek w kraju i wciąż jest nierozwiązany. - Wszystko sprowadza się do braku pieniędzy - przyznaje.